W polskiej piłce są wyniki, które wystarczy wypowiedzieć na głos, żeby kibice od razu wiedzieli, o jaki mecz chodzi. Wembley 1973. Brazylia 1974. Niemcy 2014. Nie trzeba nawet przypominać, kto strzelił gola i jaki był wynik. Przynajmniej nie tym, którzy oglądali te spotkania albo przez lata słuchali opowieści o nich.
Każde pokolenie ma własną piłkarską pamięć. Starsi kibice wracają do reprezentacji Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka. Młodsi pamiętają pierwsze wielkie zwycięstwa kadry prowadzonej przez Adama Nawałkę, atmosferę Euro 2016 i serię rzutów karnych ze Szwajcarią.
Wspomnienia nie zawsze są przyjemne. Do najważniejszych spotkań w historii reprezentacji trzeba zaliczyć również te, które przegraliśmy. Czasami jedna niewykorzystana okazja, dziwne warunki na boisku albo decyzja sędziego wracają w dyskusjach przez następne kilkadziesiąt lat.
Wybraliśmy jedenaście spotkań, które dobrze pokazują historię polskiej reprezentacji. Nie ustawiamy ich od najlepszego do najgorszego. Każde zapisało się w pamięci kibiców z innego powodu.
Polska – ZSRR 2:1. Dwa gole Gerarda Cieślika i wielkie zwycięstwo w Chorzowie
20 października 1957 roku, eliminacje mistrzostw świata
Na Stadionie Śląskim zebrało się, według historycznych relacji, około stu tysięcy widzów. Polska podejmowała Związek Radziecki, aktualnego mistrza olimpijskiego i jednego z faworytów eliminacji do mundialu w 1958 roku.
Rywal był silny. W bramce stał Lew Jaszyn, jeden z najwybitniejszych bramkarzy w historii futbolu. Kilka miesięcy wcześniej Polacy przegrali w Moskwie 0:3, więc przed rewanżem trudno było o przesadny optymizm.
Ale w Chorzowie wydarzyło się coś wyjątkowego. Bohaterem spotkania został Gerard Cieślik, legenda Ruchu Chorzów. Najpierw trafił do siatki pod koniec pierwszej połowy, a w 50. minucie zdobył drugą bramkę. ZSRR odpowiedział golem Walentina Iwanowa, jednak Polska utrzymała prowadzenie.
Zwycięstwo miało oczywiście wymiar sportowy. Pozwalało nadal walczyć o awans na mistrzostwa świata. Trudno jednak pominąć ówczesne realia polityczne. Polska znajdowała się w radzieckiej strefie wpływów, a spotkanie z reprezentacją ZSRR budziło zainteresowanie wykraczające poza futbol.
Nie należy sprowadzać całej historii do politycznej symboliki. Na boisku wydarzyło się przecież coś zupełnie konkretnego: polscy piłkarze pokonali znakomity zespół, a Cieślik dwukrotnie pokonał Jaszyna.
Szczególnie mocno zapisało się to w pamięci kibiców ze Śląska. Dla nich bohaterem był zawodnik, którego na co dzień oglądali w klubowych barwach.
Polska ostatecznie nie awansowała na mundial w Szwecji. Musiała rozegrać dodatkowy mecz z ZSRR, który przegrała 0:2. Październikowego zwycięstwa nikt jednak nie wymazał z historii.
Anglia – Polska 1:1. Wembley, Tomaszewski i gol Domarskiego
17 października 1973 roku, eliminacje mistrzostw świata
Są mecze, które po latach zaczynają żyć własnym życiem. Spotkanie na Wembley jest najlepszym przykładem.
Przed ostatnim meczem grupowym sytuacja była prosta: Anglicy musieli wygrać, Polakom wystarczał remis. Gospodarze grali u siebie, mieli mocną reprezentację i nie wyobrażali sobie, że mogą nie pojechać na mundial.
Od pierwszych minut ruszyli do ataku. Jan Tomaszewski miał przed sobą bardzo pracowity wieczór. Anglicy strzelali z różnych pozycji, posyłali dośrodkowania i próbowali wykorzystać przewagę. Polski bramkarz bronił, a kiedy nie musiał interweniować, gospodarze często sami marnowali okazje.
W 57. minucie nastąpił moment, którego polscy kibice nie zapomnieli do dziś.
Grzegorz Lato popędził prawą stroną i zagrał do Jana Domarskiego. Napastnik oddał strzał, piłka przeszła pod ręką Petera Shiltona i wpadła do bramki.
Polska prowadziła na Wembley. Sześć minut później Allan Clarke wykorzystał rzut karny i wyrównał na 1:1. Anglicy nadal atakowali, a ich przewaga w liczbie sytuacji była przytłaczająca. Według statystyk zgromadzonych w bibliotece PZPN gospodarze oddali 36 strzałów, Polacy zaledwie pięć.
Wynik się jednak nie zmienił. Anglia nie zakwalifikowała się na mistrzostwa świata. Polska pojechała na mundial do RFN, gdzie kilka miesięcy później osiągnęła jeden z największych sukcesów w swojej historii.
O Wembley opowiada się czasami tak, jakby o awansie zdecydował wyłącznie Tomaszewski. Bramkarz rzeczywiście rozegrał znakomity mecz, ale na wynik pracowała cała drużyna Kazimierza Górskiego. Potrzebowała też szczęścia, którego tamtego wieczoru Anglikom zdecydowanie brakowało.
W futbolu bywa tak, że jeden remis przynosi więcej radości niż kilka zwycięstw.
Polska – Argentyna 3:2. Osiem minut, które zaskoczyły rywali
15 czerwca 1974 roku, mistrzostwa świata w RFN
Po awansie wywalczonym na Wembley Polacy jechali na mundial z nadziejami, ale nikt nie mógł przewidzieć, jak dobrze zaprezentuje się drużyna Kazimierza Górskiego.
Pierwszym przeciwnikiem była Argentyna. Spotkanie w Stuttgarcie zaczęło się w sposób, który mógł zaskoczyć nawet największych optymistów.
W siódmej minucie prowadzenie dał Polsce Grzegorz Lato. Minutę później do siatki trafił Andrzej Szarmach. Argentyna znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, zanim zdążyła na dobre wejść w mecz.
Polacy grali odważnie i szybko, potrafili wykorzystywać przestrzeń i nie zamierzali ograniczać się do bronienia wyniku. W drugiej połowie przeciwnicy zaczęli jednak odrabiać straty.
Ramón Heredia zdobył bramkę kontaktową. Niedługo później Lato trafił po raz drugi, podwyższając na 3:1. Argentyna odpowiedziała jeszcze golem Carlosa Babingtona, ale wynik 3:2 utrzymał się do końca.
To był ważny sygnał dla pozostałych uczestników turnieju. Polska nie przyjechała do RFN wyłącznie po to, żeby cieszyć się samym udziałem w mistrzostwach.
W kolejnych spotkaniach biało-czerwoni pokonali Haiti 7:0 i Włochy 2:1. Na tym etapie było już jasne, że drużyna Górskiego należy do najmocniejszych zespołów turnieju.
Z perspektywy czasu zwycięstwo z Argentyną bywa nieco przyćmione przez późniejsze wydarzenia. A przecież właśnie wtedy rozpoczęła się jedna z najpiękniejszych historii polskiej reprezentacji.
RFN – Polska 1:0. Mecz, w którym piłka zatrzymywała się w kałużach
3 lipca 1974 roku, mistrzostwa świata w RFN
Gdyby trzeba było wybrać jeden mecz reprezentacji Polski, który do dziś wywołuje najwięcej dyskusji o tym, co mogło się wydarzyć, spotkanie z RFN we Frankfurcie byłoby bardzo mocnym kandydatem.
Stawką był awans do finału mistrzostw świata. Kilka godzin przed meczem nad stadionem przeszła potężna ulewa. Boisko nasiąkło wodą, a w wielu miejscach powstały wielkie kałuże. Piłka potrafiła zatrzymać się na murawie w najmniej oczekiwanym momencie. Prowadzenie szybkiej, kombinacyjnej gry było niezwykle trudne.
Dziś spotkanie znamy jako „mecz na wodzie”. Można długo zastanawiać się, czy w takich warunkach powinno w ogóle dojść do pierwszego gwizdka. Wtedy jednak piłkarze musieli wyjść na boisko i próbować rozstrzygnąć jeden z najważniejszych meczów w życiu.
Obie drużyny miały sytuacje do zdobycia bramki. Jan Tomaszewski obronił nawet rzut karny wykonywany przez Uliego Hoeneßa. Po drugiej stronie znakomicie spisywał się Sepp Maier, który kilkukrotnie ratował gospodarzy po groźnych akcjach Polaków.
Decydujący cios zadał w 76. minucie Gerd Müller. Napastnik RFN wykorzystał sytuację w polu karnym i zdobył jedyną bramkę spotkania.
Polska przegrała 0:1. Ten wynik do dziś boli część kibiców nie tylko dlatego, że zabrakło niewiele do finału. Drużyna Górskiego miała zawodników potrafiących grać bardzo szybki, atrakcyjny futbol. Na zalanym boisku nie mogli w pełni pokazać swoich możliwości.
Nie da się oczywiście udowodnić, że przy lepszej pogodzie Polska wygrałaby z RFN. Gospodarze mieli znakomity zespół, który kilka dni później został mistrzem świata.
Wiadomo jednak, że warunki były wyjątkowo trudne i wyraźnie wpłynęły na przebieg spotkania. Tak narodziło się jedno z największych „co by było, gdyby” w historii polskiej piłki.
Polska – Brazylia 1:0. Lato zapewnia trzecie miejsce na świecie
6 lipca 1974 roku, mistrzostwa świata w RFN
Po porażce z gospodarzami mundialu Polakom pozostał mecz o trzecie miejsce. Rywalem była Brazylia — reprezentacja, która cztery lata wcześniej zdobyła mistrzostwo świata.
Dla kibiców już sam fakt, że Polska walczy o medal z tak utytułowanym przeciwnikiem, był wielkim wydarzeniem.
Spotkanie rozegrano w Monachium, w ponadtrzydziestostopniowym upale. Obie drużyny miały swoje okazje, ale przez długi czas nie potrafiły przełamać defensywy przeciwnika.
W 77. minucie Grzegorz Lato otrzymał podanie od Zygmunta Maszczyka i ruszył w kierunku bramki. Brazylijscy obrońcy nie zdołali go zatrzymać. Polski napastnik wykorzystał sytuację i zdobył gola na 1:0.
Więcej bramek już nie padło. Polska zajęła trzecie miejsce na świecie, a Lato zakończył turniej z siedmioma trafieniami i tytułem króla strzelców mundialu.
Warto przy tym pamiętać, że sukces reprezentacji Górskiego nie był wynikiem jednego szczęśliwego spotkania. Polacy wygrali na turnieju sześć z siedmiu meczów, pokonując między innymi Argentynę, Włochy i Brazylię.
Dzisiaj łatwo patrzeć na tamten mundial przede wszystkim przez pryzmat porażki z RFN. Tymczasem brązowy medal był ogromnym osiągnięciem i do dziś pozostaje jednym z dwóch najlepszych wyników polskiej reprezentacji w historii mistrzostw świata.
Polska – ZSRR 0:0. Bezbramkowy remis w cieniu stanu wojennego
4 lipca 1982 roku, mistrzostwa świata w Hiszpanii
O tym spotkaniu trudno opowiadać wyłącznie w kategoriach sportowych.
W Polsce trwał stan wojenny. Reprezentacja prowadzona przez Antoniego Piechniczka występowała na mundialu w Hiszpanii, a jej przeciwnikiem w meczu decydującym o awansie do półfinału był Związek Radziecki.
Sytuacja w tabeli sprzyjała Polakom. Do awansu wystarczał remis. Spotkanie na Camp Nou w Barcelonie nie było widowiskiem pełnym okazji bramkowych. Obie drużyny grały ostrożnie, a jego znaczenie sprawiało, że nikt nie chciał popełnić kosztownego błędu.
Jedną z najbardziej pamiętnych scen stworzył Włodzimierz Smolarek, który pod koniec meczu długo utrzymywał piłkę przy narożniku boiska, pozwalając upływać kolejnym sekundom. Rywale próbowali mu ją odebrać, ale Polak skutecznie opóźniał grę.
Wynik 0:0 zapewnił biało-czerwonym awans do półfinału. Na trybunach działy się jednak rzeczy równie ważne jak na murawie. Pojawiły się duże flagi i transparenty „Solidarności”. Dla Polaków żyjących w realiach stanu wojennego miały one szczególne znaczenie.
Według materiałów zgromadzonych przez PZPN polska telewizja emitowała spotkanie z niewielkim opóźnieniem, co pozwalało unikać pokazywania politycznych transparentów. To jedna z tych historii, w których mecz piłkarski staje się dokumentem epoki.
Z dzisiejszej perspektywy bezbramkowy remis może wyglądać mało atrakcyjnie. Dla reprezentacji Piechniczka oznaczał jednak awans do najlepszej czwórki świata, a dla wielu kibiców był wydarzeniem pamiętanym również z powodów niezwiązanych z futbolem.
Polska – Francja 3:2. Drugi brązowy medal mundialu
10 lipca 1982 roku, mistrzostwa świata w Hiszpanii
Polacy nie zdołali awansować do finału mundialu w Hiszpanii. W półfinale przegrali z Włochami 0:2 i pozostała im walka o trzecie miejsce. Przeciwnikiem była Francja.
Mecz w Alicante zaczął się lepiej dla rywali. W 13. minucie René Girard zdobył prowadzenie. Polska odpowiedziała jeszcze przed przerwą.
Najpierw wyrównał Andrzej Szarmach, a niedługo później bramkę na 2:1 zdobył Stefan Majewski. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy Janusz Kupcewicz wykorzystał rzut wolny i podwyższył prowadzenie.
Francuzi odpowiedzieli trafieniem Alaina Couriola. W końcówce było więc nerwowo, ale Polacy utrzymali wynik 3:2.
Reprezentacja Antoniego Piechniczka zajęła trzecie miejsce na mistrzostwach świata. To sukces szczególny również dlatego, że Polska przeżywała wtedy bardzo trudny okres. Stan wojenny, napięcia społeczne i ograniczenia codziennego życia tworzyły rzeczywistość zupełnie inną od atmosfery sportowego święta.
Nie należy jednak udawać, że wszyscy odbierali ten sukces jednakowo. Dla części społeczeństwa występy reprezentacji były okazją do radości i oderwania się od codzienności. Wokół mundialu pojawiały się również napięcia polityczne.
Na boisku zawodnicy Piechniczka wykonali swoją pracę znakomicie. Po mundialu w 1982 roku kibice musieli czekać wiele lat na kolejny występ Polski w fazie pucharowej wielkiego turnieju.
Polska – Portugalia 2:1. Wieczór Ebiego Smolarka w Chorzowie
11 października 2006 roku, eliminacje Euro 2008
Po mundialu w Niemczech w 2006 roku polska reprezentacja znalazła się w trudnym momencie. Turniej zakończyła już po fazie grupowej, a nowym selekcjonerem został Leo Beenhakker.
Holenderski trener miał przed sobą zadanie, które przez lata wydawało się Polakom wyjątkowo trudne: awansować na mistrzostwa Europy. Polska nigdy wcześniej nie wystąpiła w finałach tej imprezy.
Jesienią 2006 roku na Stadion Śląski przyjechała Portugalia. Drużyna z Cristiano Ronaldo w składzie kilka miesięcy wcześniej zajęła czwarte miejsce na mundialu.
Faworyt wydawał się oczywisty. Tymczasem Polacy rozpoczęli mecz znakomicie.
W dziewiątej minucie Euzebiusz Smolarek zdobył pierwszą bramkę. Dziewięć minut później trafił ponownie, wykorzystując podanie Grzegorza Rasiaka.
Po osiemnastu minutach Polska prowadziła 2:0 z jedną z czołowych reprezentacji Europy.
Portugalczycy próbowali odrabiać straty, ale biało-czerwoni długo kontrolowali sytuację. Dopiero w doliczonym czasie gry Nuno Gomes zdobył gola kontaktowego.
Polska wygrała 2:1. Najważniejsze było jednak to, co wydarzyło się później. Zespół Beenhakkera zdołał ostatecznie awansować na Euro 2008, pierwszy turniej mistrzostw Europy w historii polskiej reprezentacji.
Mecz z Portugalią stał się jednym z symboli tej drogi. Dla wielu kibiców pamiętających lata rozczarowań było to spotkanie, po którym naprawdę uwierzyli, że kadra może regularnie rywalizować z silnymi przeciwnikami.
Polska – Niemcy 2:0. Pierwsze zwycięstwo nad mistrzami świata
11 października 2014 roku, eliminacje Euro 2016
Niemcy przyjechali do Warszawy jako aktualni mistrzowie świata. Kilka miesięcy wcześniej wygrali mundial w Brazylii, a w półfinale rozbili gospodarzy 7:1.
Polska nigdy wcześniej nie pokonała niemieckiej reprezentacji. Na Stadionie Narodowym zjawiło się prawie 57 tysięcy widzów. Drużyna Adama Nawałki musiała zmierzyć się z rywalem dysponującym znakomitymi zawodnikami i dużym doświadczeniem w meczach o najwyższą stawkę.
Przez znaczną część spotkania Niemcy mieli przewagę. Wojciech Szczęsny kilkukrotnie ratował zespół przed stratą bramki, a polska defensywa musiała wykonać mnóstwo pracy.
W 51. minucie Łukasz Piszczek dośrodkował w pole karne. Arkadiusz Milik wyskoczył do piłki i głową pokonał Manuela Neuera. Polska prowadziła 1:0.
To był dopiero początek nerwów. Niemcy próbowali wyrównać, a każda kolejna minuta wydawała się trwać coraz dłużej. W końcówce Robert Lewandowski przedarł się w pole karne i odegrał piłkę do Sebastiana Mili. Pomocnik, który pojawił się na boisku jako rezerwowy, strzelił na 2:0.
Stadion eksplodował. Zwycięstwo miało duże znaczenie nie tylko ze względu na klasę rywala. Było pierwszym triumfem Polski nad Niemcami w historii bezpośrednich spotkań.
Co ważne, wynik nie okazał się jednorazowym przebłyskiem. Drużyna Nawałki wywalczyła awans na Euro 2016 i podczas turnieju we Francji pokazała, że potrafi rywalizować z najlepszymi.
Mecz z Niemcami był jednym z momentów, w których ta reprezentacja nabrała pewności siebie.
Polska – Szwajcaria 1:1, karne 5:4. Pierwszy ćwierćfinał Euro
25 czerwca 2016 roku, mistrzostwa Europy we Francji
Podczas Euro 2016 Polska miała zespół, od którego kibice oczekiwali znacznie więcej niż samego udziału w turnieju.
Robert Lewandowski był jednym z najlepszych napastników Europy. W kadrze grali doświadczeni zawodnicy występujący w silnych ligach, a drużyna Adama Nawałki potrafiła dobrze organizować się w defensywie.
W 1/8 finału Polacy trafili na Szwajcarię. Spotkanie w Saint-Étienne zaczęło się obiecująco. W 39. minucie Jakub Błaszczykowski wykorzystał kontratak i dał biało-czerwonym prowadzenie.
Szwajcarzy stopniowo przejmowali inicjatywę. W 82. minucie Xherdan Shaqiri zdobył jedną z najpiękniejszych bramek całego turnieju, uderzając efektownymi nożycami.
Było 1:1. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia. O awansie musiały zdecydować rzuty karne.
Polacy wykonywali je bezbłędnie. Trafiali kolejno Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Kamil Glik, Jakub Błaszczykowski i Grzegorz Krychowiak.
Po stronie Szwajcarów pomylił się Granit Xhaka, który nie trafił w bramkę. Polska wygrała serię 5:4 i po raz pierwszy w historii awansowała do ćwierćfinału mistrzostw Europy.
Ten mecz zapamiętano nie dlatego, że był perfekcyjnym występem biało-czerwonych. Szwajcarzy sprawiali sporo problemów, a wyrównujący gol Shaqiriego mógł podciąć Polakom skrzydła.
Ostatecznie zwyciężyła drużyna, która zachowała więcej spokoju podczas jedenastek.
Przez kilka kolejnych dni polscy kibice mogli przygotowywać się do czegoś, czego wcześniej nigdy nie przeżyli: ćwierćfinału Euro z udziałem własnej reprezentacji.
Polska – Portugalia 1:1, karne 3:5. Porażka, która wciąż boli
30 czerwca 2016 roku, ćwierćfinał Euro 2016
Ćwierćfinał z Portugalią rozpoczął się fantastycznie. Już w drugiej minucie Robert Lewandowski wykorzystał podanie Kamila Grosickiego i zdobył prowadzenie. Polski kapitan, który wcześniej nie strzelił gola na tym turnieju, przełamał się w idealnym momencie.
Biało-czerwoni mogli pomyśleć o historycznym awansie do półfinału. Portugalia miała jednak swoje argumenty. W 33. minucie osiemnastoletni Renato Sanches doprowadził do wyrównania.
Później obie drużyny szukały rozstrzygnięcia, ale wynik nie zmienił się ani do końca regulaminowego czasu gry, ani w dogrywce. Znów potrzebna była seria rzutów karnych. Tym razem szczęście nie uśmiechnęło się do Polaków.
Pierwsze trzy jedenastki biało-czerwoni wykorzystali. Przy czwartej do piłki podszedł Jakub Błaszczykowski. Rui Patrício obronił jego strzał.
Portugalczycy trafili wszystkie pięć karnych. Decydującą jedenastkę wykorzystał Ricardo Quaresma.
Polska odpadła z turnieju. Tę porażkę trudno było zaakceptować, bo reprezentacja Nawałki naprawdę znalazła się blisko półfinału. Na dodatek Portugalia ostatecznie wygrała całe Euro 2016.
Po latach ten mecz pozostaje jednym z najczęściej przywoływanych przykładów zmarnowanej szansy. Trzeba jednak zachować proporcje.
Polska nie przegrała we Francji żadnego meczu w regulaminowym czasie. Po raz pierwszy dotarła do ćwierćfinału mistrzostw Europy i potrafiła rywalizować z drużynami, które miały w składach znakomitych zawodników.
Rozczarowanie po spotkaniu z Portugalią było ogromne. Ale właśnie dlatego, że kibice zaczęli oczekiwać od reprezentacji czegoś więcej.
Który mecz był najważniejszy?
To pytanie, na które trudno znaleźć odpowiedź zadowalającą wszystkich. Dla kibiców pamiętających lata 70. Wembley pozostanie symbolem przełomu, a zwycięstwo nad Brazylią — zwieńczeniem znakomitego mundialu. Dla starszych fanów ze Śląska szczególne miejsce może zajmować mecz z ZSRR i dwa gole Gerarda Cieślika.
Pokolenie dorastające w latach 90. i na początku XXI wieku długo czekało na reprezentację, która potrafiłaby regularnie wygrywać z mocnymi rywalami. Dlatego zwycięstwa nad Portugalią w 2006 roku i Niemcami w 2014 roku mają dla niego własne znaczenie.
Są też mecze, których wartość najlepiej widać dopiero po czasie. Porażka z RFN w 1974 roku wciąż wywołuje dyskusje o straconej szansie na finał mistrzostw świata. Spotkanie z Portugalią podczas Euro 2016 przypomina, jak niewiele brakowało do kolejnego historycznego awansu.
Właśnie dlatego trudno ułożyć jeden obiektywny ranking najważniejszych meczów reprezentacji Polski. Sportowy wynik jest tylko częścią historii. Liczą się również okoliczności, oczekiwania kibiców i to, co wydarzyło się później.
Każdy kolejny turniej może przynieść spotkanie, które dołączy do tej listy.
Na razie pozostają nagrania starych bramek, wspomnienia kibiców i opowieści przekazywane kolejnym pokoleniom. Niektóre z tych meczów wydarzyły się ponad pół wieku temu, a w polskiej piłce nadal rozmawia się o nich tak, jakby ostatni gwizdek zabrzmiał wczoraj.